Agnieszka Jasińska - Nauka u pani logopedki

NAUKA U PANI LOGOPEDKI

W tym roku zamierzam zapraszać do rozmów na blogu specjalistów od językoznawstwa, metodyki nauczania języka polskiego jako obcego i logopedii. Mam szczęście pracować z nimi na co dzień. Zanim jednak oddam głos tęgim głowom, zachęcam do lektury artykuliku przygotowanego przez moją młodszą siostrzenicę. W zredagowaniu artykułu pomogła jej starsza siostra Weronika, ta, którą już Państwo znają. A więc dziś w kategorii “Okiem dziecka” wspomnienia z zajęć z panią logopedką. Pisze Małgosia.

Dzień dobry, mam na imię Małgosia i mam 8 lat. Dzisiaj napiszę o tym, jak uczyłam się u mojej logopedki pani Justynki. Co tydzień w poniedziałki chodziłam do budynku, w którym odbywały się zajęcia. Moja logopedka była bardzo miła, więc lubiłam chodzić ma te zajęcia. Teraz zacznę od samego początku.

Najpierw nie byłam przekonana, nie lubiłam się rozstawać z mamą, ale z czasem polubiłam te zajęcia. Do Pani Justyny zaczęłam chodzić w wieku 4 lat.

Pani Justyna kazała na każde zajęcia przynosić zeszyt, w którym pisałam i wklejałam wszystkie karty pracy. A propos kart pracy: bardzo je lubiłam, dlatego, że były po prostu  fajne. Były na odpowiednim poziomie i nie były też nudne. Czasem trzeba było połączyć sylaby, żeby powstało słowo. W innych trzeba było połączyć tylko litery, żeby powstało słowo. W tych kartach pracy chodziło o naukę i równocześnie zabawę. Potem te karty wklejałam do zeszytu.

Pani Justynka miała również gry edukacyjne. Gry były super, szczególnie te, w których chodziło o układanie puzzli oraz zagadki. Nie brakowało również pisania i czytania. Logopedka kazała mi dużo czytać i pisać. Miała mnóstwo książek. Kiedy chodziłam na te zajęcia, bardzo lubiłam czytać, więc nie sprawiało mi to trudności. Nauczyłam się czytać właśnie tam. Jak to przebiegało? Najpierw zaczynałyśmy od alfabetu, poprzez sylaby i drobne słówka. Następnie zaczynałam czytać już większe słowa i zdania. Gdy już nauczyłam się czytać, weszło pisanie. Z pisaniem było podobnie – najpierw alfabet, potem sylaby i drobne słówka, a na końcu większe słowa i zdania.

Od czasu do czasu przychodziły panie studentki. Przynosiły mi różne swoje ćwiczenia i zadania, a ja musiałam je rozwiązać. Często było ich kilka. Tych pań studentek.

Zajęcia kończyły się lekkimi kartami pracy i grami, żeby już na koniec umilić mi czas, potem wychodziłam, żegnałam się z logopedką i szłam do domu.

Gdy już skończyłam cykl wizyt u Pani Justynki dostałam dwie książki z ciekawymi jednocześnie edukacyjnymi wierszami.

Według mnie, dobry logopeda powinien:

  • być sympatyczny,
  • znać poziom ucznia,
  • nie wprowadzać za wcześnie innych materiałów, kiedy aktualne jeszcze nie są opanowane,
  • potrafić uspokoić dziecko,
  • być szczery.

Podsumowując, na zajęciach u Pani Justynki było wspaniale.

To już chyba tyle.

Dziękuję za uwagę.

Przewiń do góry
pl_PL
en_GB pl_PL