Blog Agnieszka Jasińska - Mój język polski Lukás Frýda

MÓJ JĘZYK POLSKI – LUKÁŠ FRÝDA

Dzisiejszym bohaterem cyklu “Mój język polski” jest Lukáš Frýda,  Czech, który mieszka i pracuje w Polsce.

Polski i  kropka: Czy pamiętasz swój pierwszy kontakt z językiem polskim? Kiedy i gdzie to było?

Lukáš Frýda: Pamiętam to bardzo dobrze, ponieważ wtedy się zaczęła cała moja historia z Polską. Było to we Wrocławiu, w szkole letniej w 2016 roku. Nasza czwórka Czechów stanowiła sporą atrakcję dla grupy Polaków. Już wtedy zauważyłem, że nasze języki mają dużo słów podobnych, czy też brzmiących identycznie, ale o innym znaczeniu. To jest coś, co bardzo śmieszy Polaków. Muszę jednak powiedzieć, że w drugą stronę to działa tak samo.

Pik. No, właśnie. To jest jedna z tych rzeczy, z którymi Polak kojarzy Czechów. Zabawny język. W ostatnich latach „karierę” zrobił wyraz ‘szukać’.Blog Agnieszka Jasińska - Lukás Frýda_2

LF: Ale to nie wszystko! Podobnie jak ‘szukać’ śmieszą nas i wprawiają w zdumienie słowa pochodne takie jak: ‘wyszukiwarka’, ‘oszukać kogoś’, ‘oszukiwać samego siebie’.. . Interpretację ich znaczenia w czeskim, a raczej tego, co Czesi myślą o znaczeniu tych słów, pozostawiam czytelnikom?

Pik: Moja wyobraźnia pracuje na wysokich obrotach. Do tego tematu jeszcze wrócimy za moment, a teraz chciałam zapytać, o ten pobyt we Wrocławiu. Czy już wtedy wiedziałeś, że będziesz inwestować w naukę języka polskiego?

LF: Absolutnie nie. Po pierwsze wasz język wydawał mi się nie do nauczenia. Ponadto nie czułem, że potrzebuję go do czegokolwiek. Po co uczyć się języka, z którym nie wiąże się swojej przyszłości? Muszę powiedzieć, że w tamtym czasie miałem w stosunku do Polaków wiele uprzedzeń. Wyniosłem je z mojego kraju. Polska, oprócz tego, że ma dla nas zabawny język, nie ma zbyt dobrej prasy w Czechach. Uważa się, że jesteście krajem biedniejszym, słabiej rozwiniętym, Polacy dużo piją i mało zarabiają. Ludzie, z  którymi rozmawiam dzisiaj, pytają, dlaczego zależało mi na znalezieniu pracy tutaj. Przecież pewnie gorzej mi tu płacą, gorzej się żyje. Z drugiej strony wciąż muszę odpowiadać na pytanie Polaków, dlaczego nie lubimy Was tak, jak Wy nas:-) Teraz, kiedy myślę o tym wszystkim, chce mi się śmiać.

Pik. Mimo uprzedzeń wróciłeś tu. Postanowiłeś  wziąć udział w programie Erazmus przyjechałeś do Krakowa. Jakie były początki?  Opowiedz o tym, bo to bardzo ciekawe. Pamiętam Cię doskonale z kursu językowego, mam też swoje wrażenia ze spotkania z Tobą, ale chciałabym, żebyś powiedział, jak to wyglądało z Twojej perspektywy.

LF: Początki były trudne. Zajęcia z języka polskiego były dwa razy w tygodniu o ósmej rano. Strasznie wcześnie. Na pierwszych lekcjach  prawie nic nie rozumiałem. Ciągle uważałem, że niczego się nie nauczę. Ale największa zmiana była wtedy, kiedy jednak przełamałem się i postanowiłem  zacząć rozmawiać z moimi kolegami. Zobaczyłem, że jednak coś tam rozumiem. Nie było to łatwe, byłem zmęczony od ciągłego myślenia, czy dobrze sobie wszystko tłumaczę.

Pik: Ale przyznaj, że motywacją były też punkty ECTS, które dostaje się za kurs języka?

LF: Tak, nie ukrywam, że to też miało znaczenie.

Pik: Co sprawiało ci największą radość w nauce?

LF: Nauka polskiego była zupełnie inna niż moje poprzednie zajęcia np. z angielskiego, który miałem w liceum. Nasza nauczycielka polskiego starała się, żeby zajęcia były ciekawe, różnorodne, przygotowywała dla nas dużo materiałów. To było dla mnie bardzo motywujące. Dawało pozytywnego kopa, zachętę do nauki. Później, kiedy przełamałem się w mówieniu, otrzymywałem dużo sygnałów od Polaków, że sobie dobrze radzę. To było fantastyczne uczucie.

Pik: A co było najtrudniejsze?

To, co jest najtrudniejsze do dziś.  Kiedy już myślę, że wszystko rozumiem, nagle pojawiają się nowe słowa, nowe tematy. I wciąż muszę się uczyć. Trochę mnie to męczy.

Pik: A czy mimo to, możesz już powiedzieć, że znasz język polski?

LF: Trudno to ocenić. Po 4 miesiącach byłem wstanie rozmawiać, po 9 miesiącach zacząłem staż po polsku, po roku podjąłem tu  pracę. Więc chyba nie jest źle. Ważnym momentem dla mnie było spotkanie z moją nauczycielką po Erazmusie, po sześciu miesiącach od rozpoczęcia kursu i stwierdzenie, że mogę swobodnie rozmawiać na każdy temat. Rozmawialiśmy o polityce, To było coś!

Pik: Nauczycielka przyznaje: była w szoku? Na kursie mieliśmy właściwie dość elementarne sytuacje komunikacyjne, a Ty nagle wyskakujesz z taką polszczyzną, że zatkało mnie z wrażenia. Mam pytanie dotyczące Twojej samooceny potencjału nauki języków: co jest Twoją mocną stroną?

LF: Nie mam żadnych barier w mówieniu. Na początku po przełamaniu się najwięcej rozmawiałem z kolegami, czułem się z nimi swobodnie. Nawet, kiedy czasami śmiali się ze mnie, nie przeszkadzało mi to. W innych językach nie miałem jednak takich doświadczeń. Kiedy byłem w szkole, mój nauczyciel angielskiego, dawał mi do zrozumienia, że nie mam talentu do języków.

Pik: To dziwne, wiem, że nieźle mówisz po angielsku, więc chyba jednak się mylił.

LF: Chyba tak. Ale muszę powiedzieć, że faktycznie nie mam jakichś szczególnych predyspozycji. Nie mam dobrej pamięci, nie lubię się uczyć gramatyki.

Pik: Na pewno jednak znasz dwa języki obce. Polski i angielski. Gdybyś mógł doradzić innym, jak skutecznie uczyć się języka, to co by to było?

Blog Agnieszka Jasińska - Lukás Frýda_1LF: Jest tyle sposobów, żeby się nauczyć…  . Każdy powinien znaleźć coś dla siebie. U mnie najskuteczniejszą metodą okazało się systematyczne, regularne używanie języka. Po moim powrocie z Erasmusa bardzo mi tego brakowało.  Zainstalowałem więc sobie aplikację, która umożliwiła mi kontakty z Polakami.  Po prostu rozmawiałem z nimi godzinami i… ci ludzie to  do dzisiaj są moimi dobrymi kolegami.

Pik: Co najbardziej podoba Ci się w języku polskim i polskich realiach?

LF: Tak, jak mówiłem już wcześniej, dla Czechów język polski  jest śmieszny i w gruncie rzeczy – piękny. Mieszkając w Polsce coraz bardziej zdaję sobie sprawę z tego, że i dla Was czeski jest zabawny. Podam najświeższe przykłady. Kiedyś pracowałem w Kanadzie jako opiekun do dzieci. Taki męski „baby sitter”.  Opowiadam o tym kolegom w Polsce i widzę ich zdziwienie.  Bo użyłem zwrotu: ‘starałem się o dwoje dzieci’. Oni pytają, dlaczego od razu o dwoje, a ja na to: „Dlaczego nie?”. Okazało się, że zrobiłem kalkę z czeskiego. Po czesku ‘starat se o dítě’ znaczy ‘opiekować się dziećmi’.

Polacy lubią tłumaczenia, które kojarzą im się z różnymi „świństwami”, to jest pewnie źródłem największej zabawy w rozmowie z Czechami. Niedawno znaleźliśmy informację, że jacyś Czesi utknęli na autostradzie w Polsce, bo im się auto ‘porouchalo’. Czyli zepsuło. Moi znajomi to czytają i pękają ze śmiechu.

Pik: Im bardziej języki są podobne, tym więcej takich kwiatków można znaleźć. Muszę powiedzieć jako metodyk języków, że im bliższe pokrewieństwo językowe, tym większe ryzyko transferu negatywnego, czyli przeniesienia danej struktury z własnego języka i, w konsekwencji – popełnienia błędu.

LF: Trzeba bardzo uważać, bo można opowiadać głupstwa. Na przykład, jeśli chcecie kupić świeży chleb, musicie poprosić o cerstvy, jeśli usłyszycie, że coś jest bezcenne, to po czesku oznacza ‘bezwartościowe’. Człowiek chytry Czechowi kojarzy się z kimś mądrym. Przykłady można mnożyć bez końca.

Pik: Czy myślisz, że mógłbyś zostać w Polsce? Jeśli tak/nie, to dlaczego?

LF: W tej chwili nie ulega najmniejszej wątpliwości, że tak.  Pokochałem Kraków, co więcej, czuję, że tutaj jest moje miejsce.

Przewiń do góry
pl_PL
en_GB pl_PL